czwartek, 15 sierpnia 2013

,,Dla większego dobra" cz.1


 Przez kolejne kilka dni nie robiłam nic szczególnego... Często chodziłam do ,,mojej" biblioteki i spędzałam całe dni na mieście. Do tego zainwestowałam w aparat fotograficzny, nigdy się nie spodziewałam, że mam taki talent fotograficzny, i to nie tylko moim zdaniem... Kiedyś, kiedy robiłam zdjęcie ratusza zaczepił mnie jakiś turysta i powiedział, że ukradkiem zobaczył moje zdjęcie ratusza i bardzo mu się spodobało, więc zapytał, czy mogłabym zrobić zdjęcie jemu i jego rodzinie przed ratuszem, oczywiście się zgodziłam...
 Postanowiłam tym razem pojechać do Egiptu. Właściwie to do Al Sachard, miasteczka koło Aleksandri. Jest w nim trochę piramid i zapomnianych zabytków. Jak postanowiłam tak zrobiłam i już następnego dnia siedziałam w samolocie czekając aż doleci do Aleksandri skąd będę mogła pojechać autobusem w prost do
Al Sachard. Najbardziej zależy mi, żeby zwiedzić jakąś piramidę, ale nie z przewodnikiem ,,za rączkę", tylko sama. Przewodnik pokazuje tylko te bezpieczne części według archeologów, tym razem ja chce się pobawić w archeologa! Poznać nieznane części piramidy i przeżyci nie bezpieczeństwo! Kiedy dojechałam już do
Al Sachard od razu poszłam do miejsca w którym będę spała podczas pobytu i na pewno nie jest to hotel pięcio - gwiazdkowy...! Nawet nie jestem pewna, czy ma w ogóle chociaż jedną gwiazdkę! Jest, to coś w rodzaju kempingu, miejsce na rozstawienie namiotu, do tego mała kuchnia na powietrzu, stoliki (również na powietrzu), palenisko (chyba nie muszę mówić gdzie się znajduje) oraz łazienka (tym razem w pomieszczeniu).
 Kiedy skończyłam rozkładanie namiotu postanowiłam iść na targ, w końcu piramidy najlepiej zwiedza się wieczorem. Po 20 minutach przechadzki dotarłam na targ. Tego targu nie można porównywać z galerią handlową, w końcu są tu tylko cztery sklepiki i bar, a na środku wielka fontanna. Nie wiedząc czym by się tu zając przez resztę dnia, postanowiłam usiąść przy stoliku przed barem i popatrzeć, co robią klienci i pracownicy tego ,,centrum handlowego". Na początku nie działo się nic ciekawego, pracownicy posłusznie usługiwali klientom, a klienci oglądali drogie i za razem bezużyteczne posążki, czy niczego nie uczące książki. Postanowiłam udać się w inne miejsce... Podeszłam do sklepu z antykami, tutaj był mniejszy ruch. Kasę obsługiwała tęga kobieta moim zdaniem po czterdziestce, ubrana w zieloną, długą sukienkę.
- Najnowszy numer gazety codziennej! - Zawołał sprzedawca.
- Ja poproszę, Ahmed! - Zawołał sprzedawczyni antyków.
- Bardzo proszę - Odpowiedział Ahmed i zaczął iść w stronę sprzedawczyni.
- Ja również! - Zawołałam, kupiłam ją żeby nie zanudzić się na śmierć.
Nie wiem ile dokładnie kosztowała ta gazeta, ale przyjął jednego dolara bez gadania, więc ta gazeta mogła tyle kosztować lub zwyczajnie dałam się oszukać.
 Jednak było mi wszystko jedno, usiadłam na kanapie znajdującej się w sklepie i zaczęłam oglądać okładkę. Na największym zdjęciu widniała twarz starszego mężczyzny i z dużym wąsem, a pod nim napis: ,,Al - kadi nowy bohater mista".
- Taa bohater.... - Odezwała się sprzedawczyni sarkastycznie.
- A, co on robi takiego złego? - Zapytałam.
- Co ON robi takiego złego?! Co?! - Zawołała zdenerwowana sprzedawczyni.
- Oh... przepraszam proszę pani, że... - Nie dokończyłam.
- Proszę pani? Jestem Moona! - Przerwała i wyciągneła rękę w moją stronę.
- Emma. - Powiedziałam i uścisnełam jej dłoń.
- A więc, chyba jesteś tu od niedawna skoro nie wiesz, co robi ten zdrajca....
- Właściwie, to jestem tutaj od trzech godzin...
- Więc jeśli chcesz poznać, co takiego robi ten zdrajca, to lepiej nie czytaj gazet... Tam wszystko zmyślają, piszą tylko jaki jest wspaniały...
- Święta prawda! - Powiedział Ahmed, najwyraźniej teraz miał przerwę.
- Dobrze... - Odpowiedziałam - To może, ty mi o tym wszystkim opowiesz...
- Oczywiście! - Odpowiedziała Moona. - No więc rodzina Al - kadich jest w naszym mieście już kilka pokoleń...
- Racja, mój dziadek przyjaźnił się z takim jednym Al - kadim - Wyjaśnił Ahmed - i... to na pewno z tych Al - kadich!
- Jasne... - Powiedziała Moona - No więc rodzina Al - kadich była bardzo bogata, jak i nadal jest, specjalizuje się w biznesie... I teraz ten najmłodszy zdrajca Al - kadi, chce rozkręcić w naszym mieście biznes...
 - Jaki biznes - Dopytywałam.
- No więc nasze miasto - Zaczęła znów sprzedawczyni - jest od pewnego czasu bardzo zadłużone i ten ,,wspaniałomyślny" Al - kadi postanowił nawiązać kontrakt ze sławną branżą turystyczną... i udało mu się...
- I co, w końcu w tym takiego złego? - Dopytywałam się znowu...
- Bo, na pewno będzie tu wiele turystów, więc będzie trzeba postawić jakiś hotel... A Al - kadi postanowił, że postawią go na...
- Na...
- Postawią go właśnie tu, na targu!
- To... to przecież nie dożeczne! - Zaprotestowałam. - Dlaczego Al - kadi chce zniszczyć ten targ, przecież ten targ jest jak zabytek!
- No właśnie! - Poparł mnie Ahmed.
- No właśnie, macie racje - Poparła nas Moona - A oprócz zniszczenia zabytku, wielu ludzi straci pracę, łącznie ze mną, a poza tym i tak 3/4 zysków pójdą w ręce Al - kadich!
- Jak można być tak niedorozwiniętym! - Zdziwiłam się.
- Zapytaj Al - kadiego! - Powiedział Ahmed.
- I właśnie to zrobię! - Powiedziałam wojowniczo. - Zadzwonie do niego!
- Nie ty jedna próbowałaś! - Poskromiła moje marzenia Moona. - Niewielu udało się dodzwonić do jego asystenta, że już nie wspomne o zerowej liczby odwiedzania Al - kadiego w tej sprawie!
- Ale i tak spróbuje!
- Niech ci będzie, Emma, nie ci będzie...
- No więc... gdzie jest numer do tego jego asystenta?
- Na plakacie przed targiem, można jedynie do niego zadzwonić, żeby mu ,,podziękować", nie rozumiem po, co on to zrobił może myślał, że ludzie są tak głupi, żeby nie wykryć podstepu?
 Jednak jej nie odpowiedziałam, podeszłam pod plakat, wykręciłam podany numer i czekałam aż ktoś odbierze... Po pół minucie czekania ktoś odebrał.
- Dzień dobry, tutaj asystent pana Al - kadiego, w czym mogę pomóc? - Rozległ się męski głos.
- Chciałabym się dowiedzieć, dlaczego... - Nie dokończyłam.
- Ahh, znowu... - Rozległ się głos. - Nie musi pani dokańczać, słuchałem już tego dzisiaj wiele razy i proszę wytłumaczyć sobie samemu, że tak nie będzie tej cennej pamiątki w postaci targu, ale to dla większego dobra, proszę sobie wyobraźć lepsze życie tutaj, dla siebie dla swojej rodziny i....
- Przepraszam - Przerwałam mu - Ale ja nie jestem z tąd, jestem z Ameryki, po prostu martwie się o swoich nowych znajomych...
- Ahh, to zmienia postać rzeczy! - Ucieszył się asystent.
- Naprawdę? - Zdziwiłam się.
- Oczywiście! - Odpowiedział - Proszę się ze mną spotkać za 10 minut na targu przed fontanną, a może coś poradzę...!
- To wspaniale! - Odpowiedziałam strasznie uszczęśliwiona - Ale jak ja pana poznam?
- To ja panią poznam, umiem rozróżniać mieszkanki od turystek...
I rozłączył się. Byłam pełna szczęścia, może uda mi się to wszystko odkręcić...!
A piramidę mogę zwiedzić innym razem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz